Wiesz, naprawdę lubię te chwile, kiedy jest już dawno po północy, z głośników sączy się leniwie Pink Floyd, a mi zasycha w gardle, bo opowiedziałam Ci już tyle i Ty tyle mi odpowiedziałeś, że nie czuję, aby kiedykolwiek moje usta były wilgotne.
Nadejdzie dzień, kiedy nie będę miała wyrzutów sumienia, że znowu całą magię zepsułam pożegnaniem. Po prostu uśmiechnę się i cicho przejdę przez te piętnaście minut słabości, a potem pomyślę, że to już za ileś czasu i będzie lżej.
A potem będę spać przy Tobie tak długo, aż mi się znudzi i będę się cieszyć, jak wyjedziesz w delegację.
[najgorzej jest, kiedy sobie pomyślę o dzieciach. że trzeba zrobić tyle, naprawdę dużo! żebym nie została złą matką.]



